- Co zechce? .

- Naprawdę? - burknął Phil i demonstracyjnie zaaplikował sobie podwójną dawkę lekarstwa. - Może powinienem skontaktować się z Sawyerem i sprawdzić, co ma na składzie? Gwarantuję, że jego towar postawiłby mnie na nogi.. Cios spadł nagle, jak nadlatujący z czarnej otchłani młot. Uderzenie w czoło było silne, aż zatoczyłem się do tyłu. Nie czułem bólu, tylko nagły zawrót głowy. Młot nadleciał znowu, ale tym razem go zobaczyłem - było to krótkie, masywne wiosło. Uniknąłem drugiego ciosu bardziej przez przypadek niż z rozmysłem; zataczający się człowiek jest niepewnym celem. Przed oczami fruwały mi kolorowe plamy, ale zdołałem odróżnić ciemną sylwetkę zakapturzonego napastnika. A potem znalazłem się w wodzie. Ludzie, którzy mnie zatrudniają, czasami pytają, czy umiem pływać. Zazwyczaj odpowiadam, że umiem, co jest wierutnym kłamstwem. Krzyczałem, biłem rękami o wodę i jakoś utrzymałem się na powierzchni. Rozpaczliwie starałem się dopłynąć z powrotem do pomostu, choć czekał tam człowiek z uniesionym wiosłem. Sięgnąłem ku jednemu z pachołków, ale palce ześliznęły mi się po porastającym go zielonym mchu. Wiosło śmignęło w powietrzu, wycelowane w moją rękę; cudem udało mi się je uchwycić. Pociągnąłem mocno, chcąc w ten sposób pomóc sobie wydostać się na górę, ale rezultat był odwrotny: mój prześladowca stracił równowagę i w chwilę potem znalazł się w wodzie obok mnie. Wynurzył się tuż obok i uderzył mnie łokciem w pierś, po czym zaczął wdrapywać się z powrotem na pomost. Schwyciłem go za płaszcz, gorączkowo usiłując go powstrzymać i wspiąć się tam po nim pierwszy. Mocowaliśmy się i szarpaliśmy; słona woda szczypała mnie w oczy, zalewała usta i nos. Wymachiwałem pięściami na oślep, krztusiłem się i kaszlałem. Tamten chyba się zorientował, że jeśli będzie dalej ze mną walczył, zginiemy w morzu obydwaj. Oderwał się ode mnie i popłynął w stronę porośniętego zaroślami brzegu. Przywarłem z całej siły do oślizłego pala i patrzyłem, jak się oddala niczym niezgrabny morski potwór, obciążony mokrym ubraniem. Jego zakapturzona głowa kołysała się na falach jak korek. Kiedy już był bezpiecznie daleko, wygramoliłem się na pomost i leżałem bezwładnie, z trudem łapiąc oddech. Tajemniczy napastnik zniknął w cieniu za przystanią. Słyszałem, jak wychodzi na brzeg, ociekając wodą i ślizgając się na trawie, a potem przedziera się przez krzaki. Po chwili znów zapanowała cisza, przerywana tylko moim głośnym oddechem. Wstałem i dotknąłem czoła, sycząc z bólu, ale przynajmniej stwierdziłem, że nie krwawię. Poczłapałem ciężko przed siebie; nogi się pode mną trzęsły, ale myśleć mogłem jasno. Nigdy nie powinienem był schodzić tu nocą sam i bez broni. Trzeba było wziąć z sobą Ekona, lampę i dobry ostry nóż. Teraz jednak było już za późno. Wyłowiłem z wody porzucone wiosło, by mieć coś do obrony, i pospieszyłem ku ścieżce. Droga była trudna i stroma, ale przez cały czas biegłem, wpatrując się w każdy cień, gotów w każdej chwili zaatakować kryjącego się tam potencjalnego zabójcę. W końcu dotarłem z powrotem na taras, gdzie wreszcie poczułem się bezpiecznie. Przystanąłem na długą chwilę, by uspokoić oddech i szybko bijące serce. Zrobiło mi się zimno i pospieszyłem przez ciemny korytarz do swej sypialni, mokry i zziębnięty, wciąż ściskając w dłoni wiosło.. Anna uważała, że Louise przesadza z ostrożnością, ale bardzo jej ulżyło.. Jak już wpadnę w trans, potrafię być dowcipny.. - Tak, zabić - westchnęła kobieta. - Zrobiłam to, aby uchronić żywych przed tym, który nigdy nie żył. Gdybym tego nie uczyniła, posiadłby ich..

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: